W ten sposób dyskusja zeszła na problem trwałości wszechświata. Hunt spytał, jak to możliwe, że wszechświat w ogóle jeszcze istnieje, a nawet ewoluuje, skoro cała materia, z jakiej się składa, permanentnie ginie w tempie wcale w wymiarze kosmicznym nie tak znów powolnym; do tej pory powinno było niewiele pozostać z całego uniwersum. Kosmos trwa wiecznie - brzmiała odpowiedź. Przez cały czas, jak przestrzeń kosmiczna długa i szeroka, powstają samoistnie nowe cząsteczki, podobnie jak inne samoistnie giną. Przy czym, co oczywiste, ten ostatni proces dokonuje się głównie w zwartych masach materii, gdzie cząstek jest najwięcej. Tak więc ewolucja w kierunku coraz to bardziej złożonych mechanizmów porządkowania chaosu - powstawanie cząsteczek podstawowych, obłoków międzygwiezdnych, gwiazd, planet, związków organicznych, a wreszcie życia i inteligencji - tworzy nie kończący się cykl, odwieczną scenę, na której nieprzerwanie rozgrywa się widowisko, choć poszczególni aktorzy przychodzą i odchodzą. U podłoża tego wszystkiego tkwi jednokierunkowa siła nacisku, powodująca nieustanne zastępowanie niższych poziomów organizacji wyższymi. Uniwersum jest rezultatem ścierania się dwóch przeciwstawnych podstawowych tendencji. Pierwsza z nich, którą ujmuje druga zasada termodynamiki, to tendencja wzrastania chaosu; druga, ujęta przez zasadę ewolucji, powoduje lokalne odwracanie procesu wzrostu entropii. W rozumieniu ganimedów pojęcie ewolucji nie odnosi się tylko do organizmów żywych, lecz obejmuje wszystkie procesy wzrastania uporządkowania, od powstania z plazmy międzygwiezdnej jąder atomów aż po umiejętność zbudowania superkomputera; w ramach powszechnego procesu coraz wyższej organizacji pojawienie się życia stanowi po prostu jeden z kamieni milowych na tej drodze. Zasadę ewolucji ganimedzi porównali do ryby płynącej pod prąd entropii; ryba i ów prąd symbolizowały w ich ujęciu owe dwie przeciwstawne siły, działające w kosmosie. Ewolucja zachodzi, ponieważ zachodzi dobór; dobór ma miejsce, gdyż w określony sposób działa zasada prawdopodobieństwa. Poddany ostatecznej analizie, wszechświat okazuje się kwestią statystyki. .

Może już nigdy go nie zobaczymy. Teraz odczuwałem to inaczej. Potrząsnąłem głową i cztery kropelki łez oderwały mi się od rzęs.. - Jeśli spróbujecie mnie zabrać z powrotem do Koziej Twierdzy, to się dla was źle skończy. Moi przyjaciele mnie odbija. Ona nie zrezygnuje ze mnie, ani ja z niej. A nie chcę, żeby stała się wam krzywda. Nawet tobie - dodał, napotykając moje spojrzenie. I chyba naprawdę mówił to szczerze. - Muszę być z nią. Nie jestem ani chłopcem uchylającym się od obowiązków, ani mężczyzną uciekającym przed nie chcianym małżeństwem. Po prostu chcę być tam, gdzie powinienem... i być tym, kim się urodziłem.. Na długo przed zmrokiem byłem gotowy do drogi. Postanowiłem jeszcze zająć się moim małym gospodarstwem, żeby chłopcu niczego nie zabrakło podczas mojej nieobecności. Traf obiecał, że będzie regularnie podlewał ogródek i zbierze resztę plonów. Narąbie drewna na zimę i poukłada na stertę. Nagle przyłapałem się na tym, że wyjaśniam mu sprawy, które doskonale znał już od lat. Uśmiechnął się na widok mojej zakłopotanej miny.. . Był to żart. Danchekker naprawdę zdobył się na żart!. Ojciec Perota nie znał się na prawach obywatelskich. Sądził po prostu, że drugiego człowieka trzeba traktować przyzwoicie. To, że miał niezwykłych rodziców, Perot zrozumiał dopiero, kiedy dorósł.. - Może i macie rację - mruknął Will. - We wszystkim, prócz tego jednego... Nie jesteśmy gotowi do udziału w waszej wojnie. Poza tym sami powiedzieliście, że dojrzałość cywilizacyjna idzie w parze z pokojowym współistnieniem?. - Ile tego jest?. Ale Paulina rodziła w University College Hospital w samym sercu Londynu, a nie w lepiance w Dolinie Pięciu Lwów.. — Zamierza pan wystawić znalezisko na pokaz?! — zawołał Brandon. — Ależ nie wolno panu tego robić! Nie jesteśmy pewni wieku kości ani....